knigi
anima

 

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

 

Nr 120

Bożonarodzeniowe Święta są zapewne najradośniejsze ze wszystkich innych. Niosą nadzieję,  wiarę w młodość, przyszłość. I tajemnice. Według ewangelii i podań – niezwykłe. Nie ma miejsca w żadnej gospodzie dla tego, kto ma się za chwilę narodzić i zmienić istotę świata. Ludzie jakby przeczuwali, co się stanie. Nie chcieli przyjąć do wiadomości przeświadczenia, że wszyscy mogą być sobie równi. Że nie powinno być wrogów, a zło trzeba zwyciężać dobrem. Tego nie rozumieli i do dziś nie rozumieją. Jakby się tego bali. Za wyjątkiem pasterzy, ich intuicji, że narodziło się dobro. Potem przyszli magowie z mirrą, kadzidłem i złotem, następstwami zła: rzezią niewiniątek, ucieczką do Egiptu. Magowie to wiedza i poniekąd władza / nosicielki nieszczęść, tak wynika z ewangelii/. Najpierw zatrzymali się u króla, Heroda i wyjawili mu cel swojej podróży. Królowie lękają się, zwłaszcza niewytłumaczalnych niespodzianek. I ewentualnej konkurencji. Jakiejkolwiek. Spór o rząd dusz i świat idealny – istniejący w Bogu, który nie jest biczem lecz miłością, doprowadzi niezwykle Narodzonego na Golgotę. Ale dzisiaj my jeszcze o tym nie wiemy. Wyczekujemy na pierwszą gwiazdkę, z ufnością patrzymy na bezśnieżną lub zaśnieżoną drogę, z kolędami w znoszonych plecakach stajemy przy zastawionych stołach –  szczęśliwi, jakbyśmy żyć mieli wiecznie i może, na tę jedną chwilę, lepsi. Tymczasem przyjmijcie od naszych autorów wigilijne wiersze, pełne ufności i świątecznego nastroju. I moją kolędę – ostrzeżenie. Ale jej nie wierzcie; wszak została napisana tak dawno. I w lesie.

Aleksander Nawrocki

 

 

Kolęda – ostrzeżenie – z leśnej szopki

            *

W miastach tyle reklam, a żadna o Tobie.
Każdy czeka na prezent, a mało na Ciebie.
U nas pola szerokie i serca głębokie,
a gwiazdy na sosnach szepcą: On jeszcze jest w niebie.

W miastach pełno Judaszy, Herodów i – Piłat,
tu śnieżny obrus, dusze jak z opłatka
wierzą, że jesteś, na pewno. I modlą się – przybądź;
już dzieci Ci wieszają na choince jabłka…

            **

Nie idź, Dziecię, do miasta. Tam tyle Herodów,
fałszywych proroków i dresiarzy sumień,
tam Cię wyśmieją, zadepcą, zapomną,
albo przypną do klapy jak wygodny gadżet.

Niektórzy Cię do swoich drużyn będą wciągać,
a kiedy nie zechcesz, odrzucą z niesmakiem,
albo nawet oskarżą, zaszczują na amen,
postraszą życiorysem z nieprawego łoża.

Nie idź, Dziecię, do miasta, tam mają swe racje,
a Twoje, na opłatku, za kruche, nie dla nich.
Oni nigdy nie mieli Biblii w lepkich łapach,
dlatego tacy pewni, z belką w chytrych oczach.

            ***

Nie idź, Dziecię, do miasta. Zaduszą Cię w tłoku,
omamią reklamą i świętem – dla siebie.
Nie będziesz celebrytą na modnych salonach
i internet nie wspomni o przyszłym proroku.
Dzieci Ci nie pozwolą tknąć swoich zabawek,
w parlamentu poprawkach nie zagościsz wcale.
Może tylko żebrak pozna Cię o zmroku,
kiedy w swoim barłogu spojrzy w oczy gwieździe
i westchnie z głębi serca: Ty też jesteś biedny
i bezradny jak wszyscy, którzy dobra pragną:
takie w aureoli na pokaz dziwadło.

12.12.2011
Aleksander Nawrocki

 

 

LESZEK SZYMAŃSKI   
Los Angeles

Ludzie pierwszej WSPÓŁCZESNOŚCI
w 60 lat później

Wpadliśmy do Literatury jak śliwki w kanalizację.
Jerzy Kwiryn Siewierski

Kłóciliśmy się o wszystko, tylko nie o pieniądze.
Roman Śliwonik

Pomysł wydawania niezależnego literackiego magazynu, był tak realny,  jak wydawania pisma dla Marsjan – na księżycu.
Leszek Szymański

Prędzej mi włosy na dłoni wyrosną, niż wy wydacie pismo.
Józef Lenart

Literaci nie będą rządzić Polską i nie ważcie się pisać o polityce! Od tego jest „Po Prostu”.
Władysław (Wiesław) Gomułka

Popieram, powodzenia i uznania nim upłynie pół wieku!
Marek Hłasko

Staliśmy się pierwszym wyłomem w literaturze realizmu socjalistycznego, niejako nie zdając sobie z tego sprawy.  To jest z wagi i znaczenia naszych osiągnięć, które możemy obecnie
ocenić po przeszło pół wieku.  Przypis na karcie Historii Literatury? Czy górnolotnie brzmiący frazes? Prawdopodobnie paragraf lub dwa. W 1956 roku nie tylko ginęliśmy w cieniu pisma byłych Zetempowców „Po Prostu”, ale często  uważano  nas za pismo pięknoduchów, zajętych tylko literaturą,  zwłaszcza literaturą Zachodu i nie chcących brać udziału w „rewolucji 1956” lub gorzej, nie zauważających wrzenia  społecznego, a jeszcze gorzej – być może za dywersantów, odciągających uwagę od istotnych spraw. Ale jak powstała „Współczesność”?, małe literackie pisemko,  które w okresie swej świetności  dochodziło do nakładu stu tysięcy egzemplarzy – jedyne prywatne i niezależne pismo za Żelazną Kurtyną w latach 1956/7, nie licząc efemeryd studenckich, zlikwidowanych  jednym pociągnięciem pióra przez żelaznego premiera, Józefa Cyrankiewicza po Wypadkach Poznańskich w czerwcu 1956. „Współczesność” została zaliczona do tej kategorii pism studenckich i zlikwidowana zanim się narodziła. Jednak  pozwolenie odzyskałem po przekonaniu „władz”, że ze studentami nie mamy nic wspólnego, co było szczerą prawdą. Pismo jednak zostało zamknięte po drugim numerze, ze względu na ogólny charakter, a naprawdę za wiersz Romana Śliwonika (Braciom) Węgrom, który nieopatrznie puściłem na pierwszą stronę. Ale odpowiadając na pytanie: powstanie pisma było możliwe tylko dzięki wrzeniu rewolucyjnemu, które się zaczęło po śmierci Stalina w 1953 i doszło do zenitu po podejrzanej śmierci Bolesława Bieruta i słynnym referacie  Nikity Chruszczowa w marcu 1956 oraz nagłej modzie na różnorodność –  „sto kwiatów” –  i grupy literackie. A przede wszystkim na wewnętrzną walkę w łonie Partii. Pismo powstało w specyficznym momencie historii: chwilowego załamania się dyktatorskiego reżymu Partii. W normalnych warunkach takie pismo jak „Współczesność” przeszłoby bez echa, tak jak przechodzą pisma internetowe i rozmaite „samizdaty”, choć większość  pisarzy tam skupionych dostałaby się do Literatury.
Po śmierci Stalina i Bieruta odkryto, że król jest nagi, ale monopol na te odkrycia miały tylko oficjalne pisma, zwłaszcza „Po Prostu”. Pamiętajmy też, że przechodziło tylko to, co przepuszczała cenzura, a cenzura była pro-gomułkowska. Miała miejsce amnestia. Wypuszczono więźniów politycznych. Aresztowano paru ubeków za torturowanie więźniów. Rehabilitowano ludzi wyrzuconych z Partii i pracy, za nieodpowiednie poglądy. Mówiono o kulcie tajemniczej „jednostki”. Ale to temat do innego artykułu. Tutaj chciałbym się zająć młodymi ludźmi, którzy stworzyli pierwszą „Współczesność” i prędzej czy później odpadli po utracie niezależności pisma, to jest przejęciu go przez RSW Prasę. Nawiasem pragnę wspomnieć, że byli to sami chłopcy. Wiek nie tyle emancypacji, co feminizacji był jeszcze w dalekiej przyszłości.
Zacznę od Jacka Wilczura, bo tylko mignął w historii pisma i łatwo go opuścić. A jednak pomógł! Jacek, który specjalizował się w zbrodniach niemieckich, nie wiadomo skąd się dowiedział, że udało się nam, to jest grupie literackiej „Współczesność”, dostać dziesięć tysięcy złotych od ministra kultury Karola Kuryluka na wydanie  jednego numeru pisma. Oczywiście pismo musiało przejść przez cenzurę i mieć zezwolenie na druk. (…)

 

 

JAN ZDZISŁAW BRUDNICKI      

Toczone zwierciadło Klejnockiego

            „Istotą poezji jest jej niszowość”, mówi w wywiadzie Jarosław Klejnocki.  A w wierszu ostatniego tomu „Ciemne zwierciadło”, każdym niemal wierszem ilustruje to przesłanie. „Dywan liści Jesień Po kostki w zgniliźnie/ Dęby stoją wysoko... Nie gdzie indziej ale właśnie w tym / miejscu W tej mgle Obok tych / dębów Bez zrozumienia  Z grabkami w dłoni / Zatrzymany”. Jedni mówili, że taki wiersz to fotka, inni, że mały reportaż, jeszcze inni – kolaż rzeczywistości. Miron Białoszewski upierał się, że to są „kawałki”, miał na myśli to, że kawałek życia, rzeczywistości otrzymuje swój kawałek tekstu, nieważne w jakiej formie, czy w jakim gatunku. W środowisku miejskim, w typowym krajobrazie zewnętrznym i wewnętrznym inteligencji twórczej – redakcje, uniwersytet, muzeum, kluby, spotkania eksperckie, przechwytuje podmiot liryczny i bohater tych wierszy momenty prywatne w jakiejś porze dnia, w kontakcie z dzieckiem, w rodzinnym spotkaniu, w podróżach poza wyznaczonymi trasami dla turystów, w zamyśleniu, rozmarzeniu miłosnym, w płatkach pierwszego śniegu, w ściętej starej akacji – świadku dotychczasowego życia, w obserwacji domowych zwierzątek i ich umieraniu. (…)

 

 

PETER GEHRISCH
Niemcy

Zagrożenie dla słów poezji

Lubimy poezję, nie ma sprawy. Jest ona ważnym źródłem naszego życia; pomaga nam, buduje składnię myślenia, pociesza nas i oszałamia, otrzeźwia i wspiera nas, prowadzi nas do przekonania o tym, co jest ważne (mimo to, że znów będzie złudzeniem)... – które nam pomaga żyć!

Ale są siły przeciwne poezji, one służą kłamstwu. A kłamstwo jest tam, gdzie bezpodstawnie dla siebie chce znaleźć korzyści. Jest ono środowiskiem oszustów, kanciarzy, manipulantów. Na pewno każdy wie, że kłamstwo ma miejsce i wstawki w życiu politycznym. W skrajnych przypadkach służy w przygotowaniu do wojny. (…)