anima

   Zaiks                         TVP Kultura   


 

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

 

Nr 127/128

Ważnym wydarzeniem XVIII Światowego Dnia Poezji UNESCO będzie już ósma publikacja kolejnej antologii dwujęzycznej w serii MOSTY,Warszawa-Bukareszt*București-Varșovia, tym razem poezji  polsko-rumuńskiej oraz tomiki poetyckie w formie zarazem nagród dla poetów niestandardowych:  na wniosek  „Poezji dzisiaj” nagroda Złotego Pióra dla Andrzeja Kosmowskiego z Warszawy i nominacja do Nagrody XVIII Światowego Dnia Poezji UNESCO czterojęzycznego tomu wierszy Leszka Dembka ze Szczecina. Zaprezentujemy też dwuautorski tom wierszy: Adama Siemieńczyka i Grażyny Winniczuk z Newcastle. Nasze Pismo ukazuje się tym razem z suplementem,  zawierającym interesujące wiersze Małgorzaty Kulisiewicz z Krakowa. Jak co roku sednem imprezy będzie wymiana licencji poetyckich między poetami krajowymi i zagranicznymi. W tym roku odwiedzą nas poeci, wydawcy, dziennikarze i artyści z Rosji, Rumunii, Bułgarii, Italii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, etc. Odbędą się też prezentacje ich twórczości na spotkaniach w Domach i Ośrodkach Kultury, Muzeach, Bibliotekach i szkołach.  Cytadelami odpornymi na kontakt z najnowszą twórczością poetów żywych, ku naszemu zaskoczeniu, okazała się część wydziałów filologicznych Uniwersytetu Warszawskiego, opancerzonych  tzw.  z góry ustalonym programem. Nic też dziwnego, że  studenci nie kwapią się do uczestnictwa w martwych wykładach i ćwiczeniach podawanych naukowymi językami, tak suplastymi jak węzeł gordyjski, który Aleksander Macedoński „rozwiązał” jednym cięciem miecza  na oczach jeszcze bardziej zasuplonych niż niektórzy dzisiejsi wykładowcy uczonych mężów, którzy nie potrafili być zdobywcami precyzji prawdy jednego słowa, dlatego tę prawdę międlili słowotokami. Daje się ostatnio zauważyć, że źródłami postępu stają się obecnie uczelnie techniczne, gdzie dzieją się wynalazki, natomiast kierunki humanistyczne, w tym zwłaszcza filologiczne,  ugrzęzły  w Gombrowiczowskiej gębie i formie. A naszego prześmiewcę zawsze drażniło, już w dzieciństwie, że gdy siadał do stołu, zastawał przed sobą tuziny łyżeczek, każda do innej herbaty, tuziny noży, widelców i innych udręk do spożywania określonych potraw, których smak zabijało zawsze stawanie przed wyborem: którą do ust pakować którym narzędziem, żeby nie narazić się  na krytyczne spojrzenie bony, czy innej zołzy od dręczenia tzw. dobrym wychowaniem. I tutaj jestem za Napoleonem, który przed bitwą wraz ze swoimi żołnierzami jadł gołymi palcami pieczoną rzepę, by na drugi dzień sprawiać manto wojskom, którymi dowodzili gładziutcy oficerkowie posługujący się złotymi widelcami, widelczykami i innymi wymysłami do załadowywania tego, co i tak wkrótce przemieni się w jedno wiadomo co. Dla nas najważniejszym będzie smakowanie wierszy, a kiedy ktoś nieopatrznie potraktuje nas utworem przekraczającym naszą wytrzymałość w jego przyswajalności, po prostu będziemy się wyłączać. Mickiewicz o takich twórcach mawiał: „Opiewa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu”.

PS. A propos owego grochu. Na początku bieżącego stulecia uczestniczyłem w imprezie, na którą  przyszło ponad 4000 osób. Był koniec sierpnia, słoneczne popołudnie w Parku Łazienkowskim. Zjechały  środowiska kulturalne Mazowsza, by zaprezentować mieszkańcom stolicy swój dorobek, w tym poetycki. Poeci, wcześniej uświadomieni, zachowywali się przyzwoicie: każdy czytał wiersz nie dłuższy niż na stronę, co jako przerywnik przy wokalizach, skeczach, kabaretach, etc. przyjmowane było dobrze. Wreszcie wystąpił jeden z wierszopisów z grubą na 300 stron księgą. Zwrócono mu dyskretnie uwagę, że przeczytać może tylko jeden wiersz. Kiwnął głową że rozumie i przeczytał całe 300 stron. Tekstów o znikomej wartości literackiej. Ludzi z początku to śmieszyło, ale z wolna zaczęli opuszczać miejsce prezentowania  się artystów. Kiedy kończył ostatni utwór, wokół była pustka, której zresztą nie zauważył , przez dłuższą chwilę czekał na oklaski i obrażony, że ich nie ma zszedł wreszcie między drzewa. I tu pytanie, dlaczego w jakichś sposób nikt owemu czytaczowi nie przerwał, dyskretnie nie ściągnął go ze sceny?  Otóż bo. Twórca ów akurat przekwalifikował się, powiedzmy z jednego światopoglądu na aktualnie mocno obowiązujący i prowadzący bali się, że wycofując  go w trakcie czytania  zostaną oskarżeni o tłamszenie swobody wypowiedzi. Dodam tylko, że po owym samozwańczym gwiazdorze miało jeszcze wystąpić parę grup artystycznych.

Aleksander Nawrocki

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
MKiDNKultura dostępna