knigi
anima

 

TOMASZ S. MIELCAREK
Wielka Brytania

 

Niebo nad Londynem

 

nr 93

Czy można w jednym artykule opisać życie poetyckie w Wielkiej Brytanii?
Ponad 70 festiwali poetyckich, kilkadziesiąt magazynów literackich, wydawane co roku setki tomików wierszy, organizowane spotkania poetyckie i liczne wydarzenia artystyczne tym spotkaniom towarzyszące, niezliczone grupy poetyckie oraz kilkadziesiąt konkursów poetyckich...
I poeci. Tysiące poetów – brytyjskich i tych z najdalszych zakątków świata; przejeżdżających, przyjeżdżających na krótką chwilę, zostających... tych, którzy chcą tu być, i tych którzy muszą – uchodźców. Każdy z nich przynosi ze sobą słowa; przynosi kulturę, konteksty, historię, miejsca... miejsca w których żyją lub żyli, miejsca o których chcą pamiętać i te, o których chcieliby zapomnieć. Przywożą ze sobą do Birmingham, Glasgow, do Londynu...
Londyn, jedno z najbardziej niezwykłych miejsc jakie kiedykolwiek istniały. Zamieszkany przez 270 narodowości, jest dzisiaj najbardziej zróżnicowanym językowo miastem na świecie – mówi się tutaj 300 językami. To w Londynie rodzi się nowe społeczeństwo, społeczeństwo które pozwala kulturę ludzi nie tylko poznać w przeciągu jednego życia ale i doświadczyć w przeciągu jednego życia, zobaczyć, dotknąć....
Opisując życie poetyckie w Wielkiej Brytanii, musiałem dokonywać wielu niełatwych wyborów. Każde kryterium jest dyskusyjne ale i każdy felieton objętościowo ograniczony. Przedstawiam The Poetry Society, na przykładzie którego opisuję różnorodność form działalności poetyckiej oraz The Ledbury Poetry Festival, największy festiwal poetycki na Wyspach. Prezentując życie poetyckie Polaków w Wielkiej Brytanii, największego skupiska polskiej emigracji na świecie, postanowiłem przedstawić dwie najmłodsze i najdynamiczniej rozwijające się grupy poetyckie na Wyspach – działające w ramach i przy wsparciu Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie Koło Młodych Poetów KaMPe i PoEzję Londyn. (…)

 

Ostatnie dni Tuwima

(…)W dniu wigilii byliśmy rano na „śledziku” u Jędrusia. Przyszli Szancerowie i Seweryn Pollak. Tuwim pytał, czy przyjechał premier Cyrankiewicz. Miał jakiś interes i koniecznie chciał, abyśmy we dwóch do premiera pojechali. Pamiętam, że się wprost zirytował, gdy Pollak powiedział mu, że Cyrankiewicza nie ma w Zakopanem. Po obiedzie Tuwim spał, a potem zapukał do mnie i razem wyszliśmy przed dom. – Trzeba pilnować pierwszej gwiazdki – powiedział. Tuwim urządził wigilię tak, że poprosił kierownika „Halamy”, naprawdę przemiłego Radzickiego, o zestawienie stołów razem. Utworzył się duży stół, a z woli Tuwima ja miałem prezydować. Po mojej prawej ręce miałem panią Stefę, żona moja siedziała koło Tuwima, a dalej reszta osób i Wawrzyniec Żuławski z matką. Tuwim obszedł cały stół dzieląc się z obecnymi opłatkiem. Był naprawdę wzruszony i jakiś trochę uroczysty. Potem dowcipkował przy stole, dokuczał Szpalskiej i już po wigilii długo siedział w salonie. Mało tego, nikogo nie puszczał na górę spać.(…)